Serwis Kibiców z Huty Czechy
 
Nawigacja
Strona Główna
Szukaj

Informacje o klubie
Kadra
Stadion

Ultras HHC
Przyjaciele
On tour 2006-2015
On tour 2016-2023
Flagi
Graffiti
Szale
Ciuchy
Vlepki
Gadżety

Galeria zdjęć
Filmy
Tapety
Księga gości

Wiosna 06
Jesień 06
Wiosna 07
Jesień 07
Wiosna 08
Jesień 08
Wiosna 09
Jesień 09
Wiosna 10
Jesień 10
Wiosna 11
Jesień 11
Wiosna 12
Jesień 12
Wiosna 13 (1)
Wiosna 13 (2)
Jesień 13
Wiosna 14
Jesień 14
Wiosna 15
Jesień 15
Wiosna 16
Jesień 16
Wiosna 17
Jesień 17 (1)
Jesień 17 (2)
Wiosna 18
Jesień 18
Wiosna 19
Jesień 19
Wiosna 20
Jesień 20
Wiosna 21
Jesień 21
Wiosna 22
Jesień 22
Wiosna 23
Jesień 23

Kontakt
FB Kibolska Huta Czechy
Kanał YT
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Button
Kibice HHC
Kibolska HC
Linki
















Regio Wyniki
Sponsor główny


Mazowsze
Image and video hosting by TinyPic
Kibice wiosna 11
Image and video hosting by TinyPic

08.01.11
AZS UW 69-81 Legia Warszawa


Relacjonuje fanatic (Hutnik):
Zima-zimno, szaro, nudno… ale nie dla każdego. Mimo zakończenia pierwszej części rozgrywek piłkarskich Ekstraklasy i niższych lig fanatycy nie popadają w sen zimowy. Na szczęście istnieje coś takiego jak sekcje i tam też można pozdzierać gardło. Spragnieni kibicowskich emocji postanawiamy udać się do Warszawy w celu wsparcia dopingiem koszykarzy stołecznej Legii podczas małych derbów z AZS-em. Wyruszamy z Huty w dwu osobowym składzie. Trzeci z nas jedzie już autobusem, na który udajemy się na krzyżówki. Tym sposobem ekipa J’06 w komplecie wyrusza na kolejny wojaż ;) W Warszawie czeka na nas jeden wariat z Wilgi. Udajemy się na posiłek i kierujemy w kierunku hali na Służewcu. Dołącza do nas drugi Wilżanin i w ten oto sposób na trybunach uniwersyteckiej hali meldujemy się w 5 osób. Zbiera się ok. 200 chłopa, zauważyliśmy kilka znajomych mordeczek. Na meczu zostaje zaprezentowana oprawa przygotowana przez młodzież ze Służewca (baloniada, sektorówka, zimne ognie). Doping prowadzi Szczęściarz. Wychodził on całkiem dobrze, ale jak zwykle mógł być lepszy. O tym co działo się na parkiecie pisać nie będę, ponieważ moja wiedza o koszykówce ogranicza się do znajomości filmu Space Jam i do kojarzenia wyglądu piłki:), wiem tylko, że Legioniści wygrali. Po meczu odśpiewaliśmy z zawodnikami Warszawę i opuszczamy halę po czym kierujemy się w stronę PKS Stadion. Postanawiamy jedna nie wracać od razu i odpuszczamy podstawione autobusy. Konsumujemy zgodowo-fanclubowe browarki i wodę ognistą. Nadchodzi jednak nasz czas, rozstajemy się z przyjaciółmi i ładujemy w autobus. Dzień pełen przygód i iście kabaretowych sytuacji które pozostawiamy dla siebie :) Pewnie jeszcze nie raz zawitamy na mecz którejś sekcji, bo jak wiadomo PARKIET, LÓD CZY TRAWA, DLA NAS LICZY SIĘ DOBRA ZABAWA! Do następnego! HC/W



_________________

09.01.11
Legia Warszawa 8-1 SMS II Sosnowiec


Relacjonuje Dżygit (Amur):
W niedzielne popołudnie na Bemowie odbył się mecz hokeja pomiędzy Legią i drugą drużyną SMS Sosnowiec. Nasz FC reprezentuje 4osobowa delegacja z Wilgi. Doping tego dnia pojawił się jedynie przez pierwsze kilka minut. Oczywiście bierzemy czynny udział w zachęcaniu całej hali do dopingowania hokeistów stołecznego klubu. Jak się okazało bezskutecznie. Efektem tej sytuacji było zaniechanie dopingu do końca meczu. W pełni zgadzamy się ze słowami gniazdowego "Legia zasługuję na najlepszy doping w Polsce, a nie takie byle co". Koniec końców nasza grupka urywa się z hali po pierwszej tercji spotkania, pozostając z Warszawie do wieczora. Pod Pałacem Kultury i Nauki wieczorem uczestniczymy w Światełku WOŚP.

_________________

06.03.11
Legia Warszawa 1-0 Polonia Warszawa


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Kolejne derbowe spotkanie za nami. Spotkanie pełne wrażeń i pozytywnych emocji zarówno kibicowskich jaki i piłkarskich. Osobiście większą wagę przywiązuję do tych pierwszych dlatego skupię się właśnie na nich. Ciśnienie na ten mecz w naszych szeregach było naprawdę wielkie. Oczywiście realia związane z kupnem biletu na to spotkanie wszystko zweryfikowało i ostatecznie 6 marca na Łazienkowskiej 3 stawiamy się łącznie w 20 osób + 7 znajomych z Garwolina, którzy podróżowali tym samym środkiem transportu. Droga do stolicy jak zwykle umilana napojami wyskokowymi upłynęła szybko i bez przygód. Na miejsce docieramy na 15 i z racji, iż co niektórzy z nas nie jedli jeszcze śniadania wybieramy się do nieopodal zlokalizowanego Chińczyka na "giętką" z frytkami. W okolicach stadionu spotykamy znajomych, z którymi oczekujemy na otwarcie bram. Po odstaniu swojego i odśpiewaniu kilku stosownych pieśni ochroniarze zaczęli dość sprawnie wpuszczać obecnych tego dnia fanatyków z Warszawy i FC z całej Polski (w grupach widoczni byli m.in. Kołobrzeg, Radzymin, Otwock z nową flagą, Płońsk, Legionowo, Rawa Mazowiecka). W powietrzu czuć było podniosłą atmosferę i napięcie. Na Żylecie zajmujemy stałe miejsce i rozgrzewamy się cicho wniesioną piersióweczką ;) Długo oczekiwane chwile stawały się faktem. Na wejście piłkarzy prezentujemy pierwszą tego dnia, przygotowaną przez Nieznanych Sprawców oprawę. Na górze i dole trybuny pojawił się transparent, a miedzy nim z małych flag na kiju utworzyliśmy napis Legia + piro na grze trybuny. Całość dała naprawdę kozacki efekt. Doping tego dnia stał na dość wysokim poziomie, ale nie był to max na jaki stać było obecny na stadionie potencjał ludzi. Warto odnotować, że oprócz wspomnianej wcześniej flagi fanów z Otwocka, debiut zaliczyła również flaga Nieznanych Sprawców. Sam przebieg meczu mógł się podobać, choć Legia śmiało powinna strzelić o dwie brami więcej, ale to już sprawa drugorzędna. Pod koniec meczu zaprezentowane zostaje drugie choreo tego dnia, a mianowicie potężny chaos z flag na kijach, transparentów, machajek i czego się jeszcze dało. Całość podkreśliły odpalone race oraz świece dymne. Ponownie dobra robota grupy ultrasów z Łazienkowskiej. Na marginesie mogę wspomnieć, że duże zaangażowanie w w/w grupe wkłada jeden z nas. Wilżanin obecnie zamieszkały w stolicy. Pozdro B! Jeśli chodzi o fanów KSP - przybyli pod stadion autokarami, zapełnili szczelnie swój sektor w 1400 osób, wywiesili 11 flag, dwukrotnie zaprezentowali jedną oprawę (machajki z transparentami na kijach). Nasz powrót tradycyjnie już zakończony najlepszym kebabem w jednym z miast na trasie. Pozdro bracia! Do następnego!



_________________

11.03.11
Legia Warszawa 1-2 Śląsk Wrocław


Relacjonuje Baczu (Amur):
To był bardzo napięty piątek od samego rana. Każdy z nas od wczesnych godzin zaglądał na Legijne portale w celu uzyskania informacji: wchodzimy czy nie??? Dokładnie o 14 jest info o zawieszeniu kary więc drogą telefoniczną umawiamy się i już ok. 15.45 siedzimy we dwóch w jednej z restauracji naszych skośnookich przyjaciół z Azji niedaleko metra Stokłosy. Po posiłku ogarniamy jakieś % i metrem ruszamy w stronę centrum. W okolice stadionu docieramy ok. 17 gdzie w jednym z lokali czeka już można powiedzieć kolejny z nas H. z Gocławia Warszawskiego, po chwili dochodzi P. z Legionowa ze swoim kumplem, który jest właścicielem największej w Polsce kolekcji szali Legijnych dzielnicowych. Miło poznawać takich ludzi. We pięciu czekamy jeszcze na dwie osoby które mkną z Wilgi. Chłopaki dojeżdżają ok. 18.30 ale nie wychodzimy od razu. Przedmeczowy klimat pod Rozbratem spaja i wiąże, ciężko stamtąd się wyrwać. Około 19 wchodzimy razem w 6 osób, kolejek nie ma dużych, po wejściu na trybunę zajmujemy miejsca blisko gniazda na dole, można powiedzieć tuż przy samym sercu Żylety. Nasze ciśnienie związane z całą otoczką tego meczu jest tak duże ,że roznosiło nas ;-) i jak dzieciaki nie mogliśmy się doczekać rozpoczęcia meczu. Tego dnia nie tylko my mieliśmy takie ciśnienie. Od samego początku doping był równy i bardzo głośny, S. kilkukrotnie przypominał o nieobecności internetowych kibiców co wiązało się z jakością dopingu. Była to prawda, moim zdaniem był to najlepszy doping na nowym stadionie, no może jeszcze mecz z Arką. Było widać jedność, wiarę i ten wspaniały fanatyzm. Mecz niestety przegrywamy, na szczęście jest to sprawa drugorzędna gdyż dla nas liczą się inne priorytety, które tego dnia zmyły gorycz porażki. Gości ponoć komplet. Słyszalni tylko po bramkach i to przez chwilę- ogólne bez rewelacji.



_________________

12.03.11
OKS Otwock 0-3 Olimpia Elbląg


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
W sobotnie południe zaplanowano spotkanie II ligi pomiędzy drużyną z Otwocka i Elbląga. Chcąc wspomóc braci z Olimpii, których tego dnia w przyjechało ok 20 głów ogarniamy się z rana i we czterech jedziemy do pobliskiego Otwocka. Na miejscu jesteśmy pół godziny przed meczem. Dookoła stadionu sporo ludzi w barwach czerwono-biało-zielonych co pozytywnie nas nastawia, gdyż mieliśmy ochotę pozdzierać gardła. Szybkie wejście na trybunę (bilet 5 zł, spisanie danych, kontrola ochrony) i oczekiwanie na mecz. Formujemy się w jako taki młyn, który liczył ok 200 osób. Cala pierwszą połowę nasza czwórka bierze czynny udział w dopingu, skupiając się na pieśniach zapodawanych przez chłopaka z Elbląga. Niestety spotkanie okazało się zbyt melanżowe, bractwo wyglądało na mocno zmęczone co przekładało się na jakość śpiewu. Trochę zawiedzeni tym faktem opuszczamy stadion w końcówce drugiej połowy. OKS wystawił 50 osobowy młyn nieopodal naszej grupy i całkiem dobrze dopingował, bawiąc się przez jakiś czas bez koszulek. Wspierali ich kibice z Warki i Józefowa.

_________________

15.03.11
Legia Warszawa 2-0 Ruch Chorzów (PP)


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Mecz w Pucharze Polski z Ruchem Chorzów nie wywołał zbyt dużego ciśnienia wśród warszawskich fanatyków. Na stadionie pojawiło się ok. 10000 kibiców, z czego 330 stanowili „Niebiescy”. Z naszej strony wystawiona siedmioosobowa delegacja. Z relacji telefonicznej można było wywnioskować, iż podobnie jak na meczu ze Śląskiem mimo słabej frekwencji doping stał na wysokim poziomie. Śpiewane pieśni szły równo, głośno i bez większych zastrzeżeń. Z ciekawostek dodać można, że przed meczem ochrona sprawdzała szale kibiców…dopatrywali się wulgarnych haseł. Rozebrano również konstrukcje rodem z komuny zagłuszającą kibiców gości, gdy ci skupiali się na bluzganiu na Legię. Ogólnie spotkanie jak najbardziej na plus, nie brakowało humorystycznych akcentów, oraz cieszy awans Legii do dalszej fazy rozgrywek.



_________________

20.03.11
Czarni Węgrów 4-1 Hutnik Huta Czechy


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
26 fanów Hutnika, z czego 9 to rodowici Wilżanie dotarło do Węgrowa na spotkanie z Czarnymi. Na miejscu ochrona prowadzi nas na "sektor" koło ławek rezerwowych, co nie bardzo było nam na rękę, gdyż prezentacja, jaką przygotowaliśmy na ten dzień wymagała stromej trybuny. Koniec końców oprawa nie została zaprezentowana. W zastępstwie machamy flagami na kijach, oraz odpalamy kilka petard hukowych. W przerwie meczu wysiada do nas ekipa Mazovii Mińsk Mazowiecki w ok 20 osób jadąca na swój mecz do Sterdyni. Razem sławimy najlepszy klub w Polsce, po czym znajomi z Mińska ruszają w dalszą w drogę. Po meczu, podczas przybijania piątek z piłkarzami odpalamy race. Runda rozpoczęta od dobrego wyjazdu z średnim dopingiem i wieloma przygodami.

Relacjonuje fanatic (Hutnik):
Wyjazd do Węgrowa na dobrą sprawę dla niektórych z nas „zaczyna się” jeszcze wtedy, gdy na dworze zamiast w piłkę grało się w hokej, a na stołach pachniały wigilijne potrawy. Wtedy to kilku śmiałków zaplanowało specjalnie na ten wyjazd oprawę, której ostatnie elementy dotarły do nas na kilka dni przed meczem. 20 marca 2011 rozpoczęła się runda wiosenna co przyniosło za sobą długo oczekiwany mecz z Czarnymi. Przeprowadzamy mała mobilizację (plakaty, komunikatory, sms) i w ten sposób wynajętym busem i jednym samochodem meldujemy się na Stadionie Miejskim w Węgrowie w 26 osób (w tym 9 Amur). Swój przyjazd oznajmiamy odpaleniem achtunga i głośnym ryknięciem. Służba porządkowa jest dla nas niezbyt miła, więc my nie pozostajemy im dłużni:) Krzyżują nam plany, kierują nas na sektor poza trybuną przez co rezygnujemy z części oprawy i prezentujemy tylko machajki w drugiej połowie. Na płocie wieszamy trzy flagi ( HUT(HC)NIK, (HC), 1946). W ciągu całego meczu prowadzimy lepszy i gorszy doping, kilka razy udało się na prawdę konkretnie ryknąć. W trakcie meczu mieliśmy odwiedziny gości, a mianowicie chłopaków z Mazovii, którzy po drodze na swój wyjazd postanowili zajechać do nas, postali z nami kilkanaście minut i zawinęli się dalej. Nasi kopacze nie stanęli na wysokości zadania i dostają po plecach. Po końcowym gwizdku czekamy na piłkarzy, którzy przybijają nam piątki i w tym momencie odpalamy racę potwierdzając dobrze znane każdemu fanatykowi słowa: "CH. Z WYNIKAMI!" Wspomnę jeszcze o gospodarzach, o których można w sumie napisać tyle, że nie formują młyna. Ładujemy się do busa i wracamy, zajeżdżając jeszcze na stację benzynową gdzie patologia osiągnęła swój szczyt. Trochę po 16 meldujemy się w Hucie, jedni idą odpocząć do domu a inni (ci bardziej zaprawieni w bojach alkoholowych) zostają umocnić zgodę z naszymi braćmi z Amura. Integracja trwa do godzin nocnych. Wyjazd można zaliczyć do dobrych, nie określę go jako bardzo dobry, żeby wyjazdowicze nie obrośli w piórka:). Pozdrawiamy serdecznie Wilgę i wszyscy czekamy na kolejny wojaż!JAZDA,JAZDA,JAZDA!!!



_________________

25.03.11
Litwa 2-0 Polska


Relacjonuje fanatic (Hutnik):
Około miesiąc przed tym meczem otrzymuję od znajomego telefon z propozycją nie do odrzucenia, a mianowicie wyjazd w litewskie rubieże w celu wsparcia polskich kopaczy. Szybki rzut oka na mapę, cennik biletów autokarowych i grafik w pracy, po czym zapada decyzja - JEDZIEMY! Nie obyło się oczywiście bez leciutkich ściem i kombinowania, ale jakoś dałem radę. Na dzień przed meczem w godzinach południowych spotykamy się we trójkę (ja i dwóch chłopaków z Radomiaka) na warszawskim Śródmieściu. Ogarniamy sprawy typu wymiana waluty i podbicie masy hamburgerami, a także spotykamy się z chłopakiem z Legii i chwilę gadamy. Około godziny 18 zaczynamy kierować się w stronę Dworca Zachodniego skąd odjeżdżał nasz autokar. Na miejscu zaopatrujemy się w browarki i szamę, po czym z uśmiechniętymi ryjami wsiadamy do naszego środka lokomocji. Mieliśmy nadzieję,że jacyś fanatycy także wybrali ten sam sposób podróży, co my, jednak przeliczyliśmy się. Fakt jechało z nami jeszcze kilka osób, które miały w zamiarze obejrzeć mecz, ale byli to kibice z gatunku: "Ronaldinho ma zajebiste korki, a Messi zarabia 2 mln dolarów" przez co stali się oni obiektem naszych szyder i na pewno nas nie polubili:). Początek podróży mija nam na gadkach i spijaniu piwa, co doprowadzało do poruszania coraz to ciekawszych tematów. Po kilku godzinach, będąc w Białymstoku z niewiadomych nam przyczyn mamy zafundowaną przesiadkę. Nie jest nam ona na rękę, bo zdążyliśmy już opanować tył autokaru. Na szczęście w tym drugim nikt wcześniej się o to nie pokusił i nadal trzymamy najlepsze miejscówki. Obecnie przejazd przez granice to tylko formalność. Zero kontroli tylko chwila na to żeby kierowca przekazał jakieś dokumenty i jazda dalej. Po kilkudziesięciu kilometrach czeka nas postój. Spragnieni wpadamy na stację benzynową i pędem kierujemy się w stronę lodówki. Nie wiemy jakie piwo brać, więc sugerujemy się cenami. Obładowani ruszamy się w stronę lady, stawiamy ekwipunek, a sprzedawca z uśmiechem na twarzy wykonuje w naszą stronę gest...odmowny! Chwila konsternacji ( **wa co jest???), patrzymy na siebie i po kilku sekundach już wszystko do nas dociera…no tak PROHIBICJA. Alkohol nie jest sprzedawany na terenie całego kraju od 22 do 8 rano. Moją minę możecie sobie tylko wyobrazić, już na początku ten kraj przestał mi się podobać. Zły i spragniony ładuję się z chłopakami do autokaru, idę spać, czekam na Kowno! Godzina 4:10 czasu lokalnego - dojeżdżamy na dworzec w Kownie, wysiadamy i wita nas -10 stopni Celsjusza i padający śnieg, raczej nie byliśmy przygotowani na taką pogodę:) Szczerze mówiąc nie wiemy co robić, pocieszamy się piosenką,"jesteśmy huj wie gdzie...”, no ale tak serio trzeba jakoś dostać się do naszego punktu docelowego czyli noclegu. Zapada decyzja, że ładujemy się do jakiegokolwiek autobusu i jeździmy po mieście aż trafimy. Jakoś się okazało, że nie trafiliśmy nawet po ponad godzinnej wycieczce. Wysiadamy i zaczynamy pytać miejscowych (nie było ich za dużo o tej godzinie) o ulicę, ale strasznie ciężko się z nimi dogadać, bo nie czaili angielskiego, a my rusk ego:). W końcu o godzinie 7 rano trafiamy, jesteśmy wniebowzięci. Jednak nasza radość nie trwa długo, po tym jak się okazało, że naszej rezerwacji jednak nie ma, na dodatek kolejne problemy z dogadaniem się, zaczynamy już coraz bardziej się wkurzać. Jednak o 8 przyszła jakaś druga - bardziej kumata recepcjonistka, z która jakoś wszystko dogadujemy. Bierzemy ze sobą pościel i idziemy "na salony" W tym momencie nadajemy się tylko do jednego czyli do położenia się spać. Po kilku godzinach snu postanawiamy rozpocząć zwiedzanie i spożyć jakiś obiad. Podczas poszukiwania knajpy trafiamy na...stadion:), przynajmniej potem już nie musieliśmy go szukać. Sam stadion to szczerze mówiąc lekko walący się komunistyczny twór, zdewastowany przez czas. Nieopodal niego znajdował się plac, a na tym placu sympatyczna knajpa z baaardzo ładną obsługą:). Spędzamy tam trochę czasu jedząc i pijąc po czym widzimy innych Polaków. Jak się okazało była to Pato(L)ogia (Parysów,Cegłów,Sulejówek,Grodzisk Maz itd.) Witamy się z nimi, po cz m zauważamy ekipę Czuwaju Przemyśl, a następnie kolegów moich kolegów, czyli Radomiak. Za jakiś czas wiemy już, że tego dnia będzie ciekawie. Zaczyna przewijać się coraz więcej ekip, których wymienianie nie ma sensu. Mieliśmy po prostu do czynienia z całym kibicowskim przekrojem Polski. W pewnym momencie dzwonią do nas Moi starzy znajomi z Mińska Maz. podbijają do wcześniej wspomnianej knajpy, po czym razem w 8 osób idziemy do akademika, w którym zarówno my jak i chłopaki z Mińska mają nocleg. Rozpoczynamy piwkowanie w jednym z pokoi. Po kilku butelkach/puszkach stwierdzamy, że godzina W już blisko, więc zabieramy to co nam dzisiaj będzie potrzebne i lecimy w okolice stadionu. Bar, w którym siedzieliśmy wcześniej, przeżywa już istne oblężenie, same kumate mordy co dobrze nas nastraja. Zaczynają się śpiewy i wspólne okrzyki informujące o tym kto dzisiaj najechał na to litewskie miasto i kto dzisiaj będzie tu rządził. Hasło ,,wasze kobiety i bary będą nasze,, zaczynało być coraz bardziej wcielane w życie. W koń u nadchodzi czas, kiedy to trzeba kierować się pod bramy stadionu. Docieramy tam i to co ukazuje się naszym oczom rozrywa serce z radości, ok. 3,5 tysiąca Polaków, same dobrze znane ekipy kibicowskie. Zostaje odpalona pirotechnika, w tym nasza raca i ogień wrocławski, a po chwili następuje szturm na bramę, co kończy się ucieczką ochrony i wbiciem nas wszystkich na trybuny. Zaczyna się spięcie z policją, w ruch idą kamienie, butelki i krzesełka, a ze strony zomowców gaz i gumowe kule, co i tak nie studzi zapałów do dalszej rozruby. Przed samym meczem następuje chwila spokoju, na trybunie powiewa wiele polskich flag w tym nasza z krzyżem celtyckim i jedna MIŃSK MAZOWIECKI przywieziona przez chłopaków. Nadszedł czas na hymny, podczas Mazurka Dąbrowskiego na naszych sektorach płoną race, my odpalamy Strobo, ktoś tam wrocławie, piękna sprawa! Za ogarnięcie dopingu wzięło się kilku chłopaków z Jagi, wychodził on bardzo dobrze. W pewnym momencie litewska psiarnia prowokuje kolejny dym rzucając w nas gazem, odpowiedź z naszej strony taka sama jak wcześniej. Stężenie tego badziewia zaczyna być coraz większe wiele osób kryje się między krzesełkami lub zasłania twarze szalikami i chustami co daje w sumie mały efekt. Nie pozostajemy dłużni, nadal prowadząc atak i jednocześnie obronę. Taki stan rzeczy utrzymuje się całe spotkanie. Na bieżni dookoła boiska leży dosłownie wszystko, mecz przypominał te z lat 90-tych. Po zakończeniu spotkania spiker informuje, że mamy nie opuszczać sektora przez 15 minut co cała trybuna olewa i kierujemy się w stronę bram gdzie o dziwo nie ma policji. Stoi ona kilkanaście metrów dalej starając się chyba już dzisiaj nie prowokować. Nachodzi mnie spostrzeżenie, że strasznie wydygana ta litewska policja. Wyobrażając sobie tak poważne zajścia w Polsce można tylko się domyślać, co by był nam zafundowane, ale jakby nie było wszystko to kończy się z korzyścią dla nas :) Kierujemy się powoli do naszego miejsca spoczynku przez park, w którym były tłumy polskich kiboli. Czuliśmy się jakbyśmy byli u siebie i w sumie tak było. W hotelowym pokoju otwieramy piwa i komentujemy całe spotkanie, po czym zmęczeni trochę dzisiejszymi wrażeniami idziemy spać. Jeden z nas ma możliwość wcześniejszego powrotu do Polski, co też czyni. Rano, po jako takim śniadaniu chłopaki z Mińska ruszają na wycieczkę do Wilna, a my we dwóch po opuszczeniu pokoju kierujemy się na rynek gdzie jemy i oglądamy to, co tam było do oglądania. Następnie kręcimy się po ogromnym centrum handlowy Akropolis gdzie ku naszemu zdziwieniu odbywa się...mecz hokeja na lodzie. Tak tak, w samym środku centrum handlowego znajduje się lodowisko, gdzie rozgrywane są mecze. Polska brać musiała dzień wcześniej trochę narozrabiać ponieważ w restauracjach jesteśmy proszeni o to by najpierw płacić, a dopiero potem dostajemy jedzenie (dyskryminacja i szowinizm!:)). Tak na prawdę dopiero tutaj możemy przyjrzeć się litewskiemu społeczeństwu i wniosek jest taki: dziewczyny bardzo ładne, panowie straszne cipki. To, że Polacy nie są lubiani można było rozkminić po spojrzenia h. Dodam, że raczej rzucaliśmy się w oczy z racji łysych głów i takiego a nie innego ubioru:) Tak zleciał nam dzień. O 22:40 wsiadamy do autokaru i ruszamy w stronę Warszawy. W drodze próbuje z nami nawiązać nić porozumienia niewiasta rodem z Rosji, ale twardo stoimy przy swoim, czyli,"my z ruskimi nie pijemy!". Jakoś o godzinie 6 rano w niedzielę, po przespaniu całej podróży meldujemy się w pięknej polskiej stolicy, na pięknej polskiej ziemi, za która szczerze mówiąc już trochę nam się tęskniło. Rozstaję się z kumplem wcześniej jeszcze próbując ustalić gdzie planujemy kolejny wojaż. Stwierdziliśmy, że jeszcze przyjdzie na to pora(podobno repra ma mieć zgrupowanie w Austrii i tam będą z kimś próbować wygrać:). Słowem podsumowania:WARTO BYŁO SPĘDZIĆ TE TRZY DNI POZA DOMEM, WARTO BYŁO DOPROWADZIĆ RODZINĘ I UKOCHANĄ NIEMAL DO ZAWAŁU, WARTO BYŁO TAM BYĆ, BO PAMIĘTAJCIE, ŻE TO MY, FANATYCY, PRZEŻYJEMY ŻYCIE TAK JAK SIĘ POWINNO, NA CAŁEGO! Do pięknego następnego, pozdrawiam! Adrian...

_________________

02.04.11
Legia Warszawa 2-3 Ruch Chorzów


Relacjonuje Dżygit (Amur):
Na mecz z Chorzowskim Ruchem z naszego FC wybrało się 9 głów. Poza faktem, że doping tego dnia był naprawdę dobry, spotkanie to zapisze się w naszych pamięciach w szczególny sposób. "Gwiazdory" biegający po boisku w koszulkach najlepszego klubu w Polsce na koniec mogli usłyszeć tylko gwizdy i dosadne słowa prawdy. Wynik 2-3 prowadząc 2-0 mówi sam za siebie. Ludzie, którzy biorą za to ogromne (jak na polskie warunki) pieniądze zwyczajnie olali sobie ten dzień pracy. Dostało się również Miklasowi za świetne transfery...zresztą jemu za całokształt się należało ;) Frekwencja tego dnia 17300. Gości z Chorzowa 1200 z czego na sektor weszło 950. Całkiem dobrze dopingowali, momentami słyszalni na Żylecie.



_________________

03.04.11
Korona Olszyc 3-2 Hutnik Huta Czechy


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
W 5 osób zasiadamy na trybunach gospodarzy. Na meczu obecnych jeszcze kilka osób z Huty. W drugiej połowie zaznaczamy swoją obecność. Wraz z fanami Korony, którzy wystawili ok 20 osobowy młynek śpiewamy na wspólne tematy. Miejscowi całkiem dobrze jak na taką liczbę dopingują swój klub. Na koniec odpalają jakieś świece dymne i przybijają piątki z piłkarzami. Jeśli chodzi o naszą drużynę to oczywiście szkoda straconych punktów, ale cieszy fakt, że w końcu strzelamy bramki, a gra nabiera kolorytu. Mimo porażki napawa małym optymizmem na dalszą część rundy.

_________________

09.04.11
Tęcza Stanisławów 3-2 Hutnik Huta Czechy


Relacjonuje fanatic (Hutnik):
Na ten sobotni wyjazd nie robimy żadnej mobilizacji, spontanicznie ogarniamy się w 5 osób młodej ekipy. W Mińsku Mazowieckim dołącza do nas 10 znajomych i w ten oto sposób meldujemy się w Staśkowie łącznie w 15 osób. Kolejny raz przekonujemy się, że ,,coś jest na rzeczy,, gdyż na murach widoczne są wrzuty KSP. W celu upewnienia się co i jak podbijamy do młyna miejscowych złożonego z ok. 20 młodych, a oni przekonują nas, że Staśków 100% Legia pokazując nam swoje Kart Kibica hehe:) Jak się jednak później okazało można znaleźć w tej mieścinie sympatyków czarnych pedałów co potwierdzał fakt obecności na stadionie jakiegoś zgreda owiniętego wokół szyi czarną szmatą. Dość bezpośrednio oznajmiamy mu co myślimy o jego sympatiach klubowych nie stosując żadnych metod fizycznych. Cieszy jednak fakt, że młodzież jest tam proLegijna, oby im tylko ta sympatia nie minęła. Na meczu prowadzimy taki sobie doping, dostało się wyznawcom sierpa i młota, dziennikarzolom z GW i wcześniej wspomnianym fanom DyskoPolo. Po pierwszej połowie naszego spotkania zawijamy się do Mińska zobaczyć jak tam sobie radzi młoda Mazovia. Zbierają się oni w ok. 50 osób, prowadzą dobry doping i odpalają trochę piro. Żegnamy się z kumplami i powoli zaczynamy kierować się w stronę HC. W Kołbieli zaskakuje nas spora ilość policji, jak się okazało wracał ta trasą Radomiak ze swojego meczu w Siedlcach, zajeżdżamy na stację benzynową gdzie chwilę gadamy z moim kumplami z którymi to jeździłem za naszą kadrą narodową i ganiałem pedałów podczas marszu dewiantów i innych zboczeńców:) Serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy kibolom z Mińska!



_________________

09.04.11
Legia Warszawa 2-2 Zagłębie Lubin


Relacjonuje Baczo (Amur):
4 głowy reprezentują naszą grupę na spotkaniu z Zagłębiem. Na stadionie zjawiło się ok. 16 000 Legionistów i 300 kibiców gości. Na pierwszy gwizdek ukarano "żółtą kartką" (16tyś sztuk) pismaków z Wybiórczej za często gęsto wyssane z palca informacje zamieszczane GW, które rzutują na stołeczny klub i trafiają w dobre imię Legii Warszawa. W dalszej części oprawy na Żylecie pojawiło się nieco zmodyfikowane, znane wśród kibicowskiej braci logo w/w gazety utworzone z balonów. Całość dopełniały czerwone flagi na kijach dopełniające ów logo wywołujące jednoznacznie skojarzenia. Doping prowadzony przez "Leviego" głośny szczególnie w drugiej połowie. Goście choć dobrze dopingowali to jednak przyjeżdżając w takiej liczbie nie mieli zbyt wielu okazji by zostać usłyszanym po drugiej stronie stadionu. Na koniec meczu oznajmiono piłkarzom, jakiego wyniku oczekujemy na wyjeździe w Poznaniu oraz kolejny raz "pozdrowiono" Miklasa.


br> _________________

16.04.11
Lech Poznań 1-0 Legia Warszawa


Relacjonuje Baczo (Amur):
Z Wilgi wyruszam autem o 7 rano, niestety sam :-(. Przed 8 jestem na Gocławiu, zabieram Areczka i ruszamy na Dworzec Zachodni. Jesteśmy na tyle wcześnie ,że spokojnie byśmy się zabrali pierwszym składem, ale grzecznie czekamy na swój drugi pociąg. Wykorzystując wolny czas zaczynamy % i podbijam z krótką gadką do chłopaków z Węgrowa, było ich na meczu 6 sztuk. Ok. 9.30 podjeżdża pociąg, dosyć sprawnie pakujemy się do środka i ruszamy w stronę Poznania. W pociągu spotykam starego mieszkańca Wilgi obecnie mieszkającego w Garwolinie i wspólnie spędzamy podróż, przy okazji ucinam pogawędkę z nowopoznanym kolegą z naszego miasta powiatowego ;-), z Garwolina 6 osób. W poznaniu jesteśmy między 13 a 14. Sprawnie nabijamy do autobusów i przemierzamy (chyba) całe miasto, pod stadionem czekało na nas 5 bramek wejściowych, samo wejście szło dosyć szybko. W środku byliśmy jakieś 40 minut przed meczem. Na minus można napisać ,że na nowym stadionie Lecha jest pseudocatering a klatki schodowe przypominają te z parkingów podziemnych, ale to ich sprawa. Od samego początku meczu jedziemy z bardzo dobrym dopingiem, gospodarze byli głośni ale przechujowa akustyka sprawia ,że słychać wielki bełkot. Z naszej strony dwie sektorówki, jedna tematyczna- GW- zrobiła wrażenie !!! :-) oraz na koniec meczu ''STADIONOWI ZADYMIARZE" w asyście świec dymnych. W trakcie meczu płonie flaga FC Lecha Tarnowo Podgórne, przy czym można zauważyć maksymalną ilość decybeli w naszy sektorze. Po zakończonym meczu czekamy ok. godzinki i udajemy się do autobusów. Jadąc przez Poznań czułem się jak ktoś naprawdę wielki ;-) wiwatujący ludzie, setki fleszy przy ulicy :-). Nienawiść czuć na każdym skrzyżowaniu, niemalże na każdym kroku. To było naprawdę fajne, mieliśmy ubaw po pachy. Około 20 ruszamy w stronę Warszawy i praktycznie bez przygód dojeżdżamy ok. północy. W pociągu na powrocie czas spędzamy z Arka znajomym rodzeństwem z Gocławia które często podróżuje za Legią. W Wildze jestem ok. 1.30, umęczony ale bardzo szczęśliwy z kolejnego udanego wyjazdu. Do zobaczenia w środę na Ł3. PS-Zapomniałem dodać, że przy wejściu do pociągu każdy otrzymał białą czapeczkę i ciemne okulary, co też się prezentowało wyśmienicie ;-). Najlepsza galeria oddająca kibicowski klimat na jp85.pl


br> _________________

17.04.11
Amur Wilga 1-3 Huragan Starowola


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Odpuszczamy nasz wyjazd do Ostrówka i w trzy osoby odwiedzamy Amur, gdyż klub z Wilgi po dość długim czasie przerwy wznowił rozgrywki-tym razem w amatorskiej lidze LZS. Poziom rozgrywek dla nas kibiców nie ma większego znaczenia. Ważne, że znów możemy spotykać się na stadionie w Wildze. Na meczu sporo ludzi. My w grupce ok 20 osób uskuteczniamy imprezę z dnia poprzedniego. Kilkakrotnie zaznaczamy swoją obecność.

_________________

20.04.11
Legia Warszawa 4-0 Lechia Gdańsk (PP)


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Na meczu obecnych 7 osób od nas. W dwie osoby dojeżdżamy autobkiem z Wilgi. Zaraz za mostem siekierkowskim nasza podróż się kończy z powodu awarii autobusu. Dalej radzimy sobie komunikacją miejską. W drodze na Łazienkowską dosiada się do nas dwóch Wilżan, a koło Torwaru czeka następny. W pięciu udajemy się do stałego miejsca na posiłek. Tam nasza grupa zwiększa się o kolejne dwie osoby. Zamieniamy też kilka słów z chłopakami z Pułtuska. Syci i zadowoleni na 45 przed meczem zasiadamy w samym sercu „Żylety” nie opodal gniazda, które tego dnia należało do Leviego. Obok nas widoczne dwie osoby z Garwolina oraz dobrze nam znane twarze z Radzymina. Trzeba przyznać, że doping w centralnych sektorach jest o wiele lepszy niż na obrzeżach i mobilizuje do zdzierania gardła na 100%. Tak też było w naszym przypadku. Piłkarze Legii zagrali może nie pięknie, ale w końcu skutecznie. Szybki powrót, mecz o Puchar Króla pomiędzy FCB i RM w Barometrze i chłopaki odwożą mnie do domu, za co dzięki!


br> _________________

22.04.11
Mazovia Mińsk Mazowiecki 0-2 Hutnik Huta Czechy


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
W Wielki Piątek przyszło nam jechać do zaprzyjaźnionego Mińska Mazowieckiego na spotkanie z miejscową Mazovią...i jej kibicami oczywiście ;) Ogarniamy się w trzy fury (13 osób). Na miejscu spijamy po piwku z fanami Mazovii następnie kierujemy się na sektor gości. Zgadzając się z propozycją miejscowych rozbijamy manatki nieopodal młynu Mazy (ok 40 osób), wieszamy dwie flagi i jedziemy z całkiem niezłym jak na naszą liczbę dopingiem. Nasi zawodnicy grając bardzo charakternie i mądrze w pierwszej połowie strzelają dwie bramki. W świetnych humorach w przerwie meczu ulatniamy się ze stadionu z grupką znajomych z Mińska i zaczynamy ostrzejsze picie. Wracamy po około 30 minutach. Ku naszemu zdziwieniu wynik pozostaje bez zmian (jak się okazało już do końca meczu), a nasi kopacze atakują nadal. Kilka krotne zdzieramy gardła na 100%, oraz razem z Mazovią śpiewamy na wspólne tematy. Po zakończeniu spotkania kilku z nas przeskakuje płot i świętuje zwycięstwo na płycie boiska. Cała drużyna podbiega do nas przybijając piątki. Dla takich spotkań warto jeździć choćby w B-klasie. Pięciu z nas zostaje po meczu na dalsze przygody w Mińsku, gdzie wspólnymi siłami zakupujemy następne butelki alkoholu i świętujemy zwycięstwo HHC. Do końca dnia towarzyszy nam hasło "NIGDY NIE SPADNIE, HUTNICZEK NIGDY NIE SPADNIE!!" Dzięki dla chłopaków z Mińska za gościnę i dobry melanż!


_________________

29.04.11
Legia Warszawa 1-0 Widzew Łódź


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Spotkania stołecznego klubu z drużyną z Łodzi od dawien dawna noszą nazwę „klasyku” i wywołują zarówno u kibiców obu drużyn jak i samych piłkarzy dodatkowe emocje. Tym razem „klasyk” okazał się wielkim nieporozumieniem. Widowisko już zanim się zaczęło straciło wiele na wartości, gdyż do warszawy nie mogli zawitać kibice gości (zakaz wyjazdowy). Na boisku również mecz niczym nie przypominał tych z przed kilku lat. Piłkarze kolejny raz podeszli lekceważąco do swoich obowiązków, za co w drugiej połowie zostali kilkakrotnie skarceni z trybun. Dostało się również Miklasowi, Jóźwiakowi i Walterowi za doprowadzenie klubu do sytuacji, w jakiej się teraz znajduje. Frekwencja tego dnia to ok. 17.000 kibiców Legii, co również nie powala na kolana. Od nas 18 osób, z czego dwie na trybunie Wschodniej.



_________________

30.04.11
Hutnik Huta Czechy 2-2 MKS Podlasie Sokołów Podlaski


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Pierwszy raz w tym sezonie zawitała do nas zorganizowana grupa kibiców gości. Ekipa MKS-u przyjechała busem na kilka minut przed meczem. Dopingowali całe spotkanie na różnym poziomie. Pozdrawiali Okęcie Warszawa, z którym od jakiegoś czasu łączą ich przyjazne stosunki. Z tego, co się dowiedzieliśmy jechali właśnie bezpośrednio z meczu Okęcia. Od nas kilka osób na trybunach. Brak organizacji, gdyż większość ekipy z różnych przyczyn nie obecna na meczu. Na początku spotkania obecnych 5 fanów Mazy.

_________________

03.05.11
Lech Poznań 1-1 k. 4-5 Legia Warszawa (PP)


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Po nieudanej próbie wyjazdu do Poznania naszym priorytetem stał się wyjazd do Bydgoszczy na Finał Pucharu Polski pomiędzy Legią, a Lechem. Kibicowsko zapowiadało się bardzo ciekawie, dlatego nie dopuszczaliśmy do siebie myśli, że nie ogarniemy biletów. Koniec końców dla pięciu osób udało się kupić wejściówki (dzięki dla Dż. z Wilgi za załatwianie naszych spraw!!!) . Dla mnie wyjazd zaczyna się już o 5 rano. Jadę po chłopaków z Wilgi i razem jedziemy do Garwolina, gdzie ma podjechać bus na Dworzec Zachodni. Między czasie dołącza do nas kolejny Adaś i kolega z Garwolina. Zbiórkę wyznaczono w znanym w środowisku punkcie z wymalowanym herbem Legii na ścianie. Dochodzą kolejni kibice i po kilku minutach podjeżdża bus. Szybkie obranie miejsc i ruszamy. Pierwszy przystanek stanowił dla chłopaków z Garwolina tradycję, a dla nas pewną nowość. Otóż zatrzymujemy się na parkingu… w Hucie  tam dajemy sobie jakieś pól godziny na zintegrowanie grupy. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w Aninie, aż w końcu docelowo trafiamy na zachodni. Odwiedzamy tamtejszego chińczyka, dozbrajamy się w napoje i oczekujemy na drugi pociąg, którym cały nasz bus ma dojechać do Bydgoszczy. Chwila oczekiwania, przepychania łokciami i znaleźliśmy się w środku. Dostajemy szaliki przygotowane specjalnie na ten dzień. Dla większości był to pierwszy wyjazd pociągiem specjalny. Jak się można było domyślać szybko zapanował przyjazny i melanżowy klimat. Całą drogę towarzyszył nam śmigłowiec policyjny, a stacje większych miast obstawione były szczelnie przez tych co zawsze. Sama podróż upłynęła dość szybko i wesoło. Nie obyło się bez uczących lekcji (szczególnie dla naszej piątki), po których każdy następny mecz Legii nie będzie już dla nas takim, jakim były dotąd. W Bydgoszczy meldujemy się w granicach godziny 16. Do stadionu ze stacji Bydgoszcz Leśna ruszmy z buta, a że był to krótki spacer już na dwie godziny przed meczem znajdujemy się na trybunach stadionu Bydgoskiego Zawiszy. Stadion jak stadion-dość kameralny, estetyczny i nieźle zorganizowany. Zapach kiełbasek z grilla roznosił się wszędzie. Ceny niewygórowane-10zl za giętką z pieczywem i sosami. Na siedzeniach czekały porozkładane kartony. Pewnym było, że ultrasi z NS przygotowali jakąś oprawę. Jak się okazało później była to rewelacyjnie wyglądająca kartoniada z napisem ULTRAS, a na boku z pasów powstała sektorówka z legijnym buldogiem. Efekt kozak. Rozpoczął się mecz, który w pierwszej połowie nie zachwycał. Za to na trybunach było naprawdę nieźle. Dobrze dopingowali również Lechici, którzy zajechali w 6000. Jednak zawiedli pod względem ultras. Nie zaprezentowali żadnej oprawy, ubrani byli jedynie takie same niebieskie koszulki. Za to my stwarzaliśmy klimat godny Finału Pucharu Polski. Na początku spotkania niemal cały stadion opuścił trybuny n znak protestu przeciw polityce antykibolskiej. Na naszych sektorach zawisło kilka dobitnych transparentów. Razem z Ch. po 10 minutach postanawiamy pochodzić po innych sektorach, na które można było się swobodnie przedostać. Dopingujemy trochę z obecną zgodą z Elbląga, a następnie przemieszczamy się w stronę Pogoni. Na meczu obecne również Zagłębie Sosnowiec i kibice z Hagi. Druga część spotkania to ogromna ilość piro odpalona na łuku przez Legionistów w asyście pasów materiału z wcześniej wspomnianym buldogiem. Kolejny raz efekt był rewelacyjny podkreślony czarnymi świecami dymnymi. Do tego „ulubieniec trybun” – Manu strzela wyrównującego gola. Szał radości w sektorach zajmowanych przez 7 tysięczny tłum z Warszawy. Spotkanie kończy się remisem, a po nierozstrzygniętej dogrywce następuję seria rzutów karnych. Dodatkowych emocji nie brakowało. Przy ostatnim karnym dla Legi wiara już oczekiwała przy bandach reklamowych by wraz z piłkarzami świętować zwycięstwo na murawie. „Puchar jest nasz, ten puchar do nas należy…” niosło się po obiekcie Zawiszy, a ludzie padali sobie w ramiona. Takich chwil łatwo się nie zapomina. Na bieżni nie zabrakło atrakcji pozasportowych, nie wiele zabrakło do bezpośredniej konfrontacji z kibolami z Poznania. Po około 30 minutach wszystko się uspokaja. Wraz z ekipą z Garwolina zwijamy się jeszcze przed ceremonią wręczenia pucharu. Na stacji stał już pierwszy pociąg. Było w nim już sporo osób. Czekamy na transport nr. 2, a gdy ten pojawia się na stacji obieramy miejsca w przejściu między przedziałami. Tak wycieńczeni, ale szczęśliwi z wieloma przygodami po 8 godzinach podróży dojeżdżamy do Warszawy Zachodniej. Wyjazd powoli dobiegał końca. Do Huty dojeżdżamy busem z chłopakami z Garwolina. Odwozimy ziomków z Wilgi do domów i sami udajemy się na zasłużony wypoczynek. Jak się okazało później jeszcze jedna osoba z Huty wybrała się do Bydgoszczy z tym, że jechała z osobami z Otwocka pierwszym pociągiem.

Podsumowując… udana eskapada zapisze się dla nas w pamięci szczególnie. Podróżowanie pociągiem za Legią Warszawa, świętowane zdobycia Pucharu Polski na żywo, wiele uczących sytuacji. Będziemy długo pamiętać ten wyjazd i mamy nadzieję ruszyć częściej na wyjazdowy szlak za stołecznym klubem!



_________________

06.05.11
Legia Warszawa 3-1 Korona Kielce


Relacjonuje Baczu (Amur):
Cztery osoby z Wilgi tego dnia pod stadionem Legii. Łącznie pod Źródełkiem zebrało się ok 3 tysięcy kibiców. Przemaszerowali oni pod stadion Legii ul. Łazienkowską, która tego wieczoru była zamknięta dla ruchu. Rozwieszono całą masę transparentów uderzających w obecny rząd z jego szefem na czele. Przez pełne 90 minut dopingowano Legię oraz przypominano po co się zgromadzono. Dołączyła do nas również 30 osobowa grupka fanów Korony, którzy mimo zakazu przyjechali do Warszawy.



_________________

14.05.11
Wilga Miastków Kościelny 1-1 Hutnik Huta Czechy


Relacjonuje fanatic (Hutnik):
W piękne sobotnie popołudnie udajemy się na kolejny wojaż za naszymi piłkarzami. Tym razem padło na pobliski Miastków Kościelny. Na meczu zameldowało się sporo fanów Hutnika (ok. 40) Najzagorzalsi z nich w sektorze gości rozwieszają flagę HUTNIK. Pierwsza połowa to spijanie browarków i brak zorganizowanego dopingu na znak protestu, który obiegł cały kraj. W drugiej połowie śpiewamy z takim sobie efektem. Głównie piesni antyrządowe, antypolicyjne, antymedialne... piłkarze remisują, po meczu podchodzą do nas, a jeden z nich otrzymje browar za postawę na boisku, pozdr A...


_________________

15.05.11
Zryw Sobolew 2-0 Mazovia Mińsk Mazowiecki


Relacjonuje fanatic (Hutnik):
Niedziela powitała nas deszczem, rano każdy z nas ratuje się piwem, a potem kilku postanawia wspomóc Mazovię na ich wyjeździe w Sobolewie. Mazovii bus i jedna fura, nas 5 osób. Istniały obawy, że wcale nie wejdziemy na obiekt Zrywu, ale o tym później. Pierwsza połowa to brak dopingu, w drugiej MKS prezentuje się dobrze. Kilka razy konkretnie dali radę. Pogoda przech***wa, Maza przegrywa, przemoczeni i zziębnięci wracamy do Huty, pozdr MKS...

Odnośnie zakazu wyjazdowego jaki dotknął również naszą ligę: Władze polskiej piłki przekroczyły już wszelkie granice i osiągnęły szczyt szczytów w swoich zagrywkach. Obecnie wprowadzono zakaz udziału w meczach kibiców gości co jest jawnym łamaniem prawa...ale o tym już dawno było mówione. Zakaz, zakazem. My robimy swoje - nasze trybuny, nasze zasady.

_________________

21.05.11
Legia Warszawa 2-0 Wisła Kraków


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
10 osób z naszej grupy na tym spotkaniu. Mecz zapamiętamy na pewno szczególnie, gdyż tego dnia Łazienkowska 3 zamieniła się w wielkie kąpielisko miejskie...z tym że wody brakowało ;) Kibice stołecznego klubu zamiast barw przynieśli ręczniki, pompowane koła, materace i inne plażowe atrybuty. W pamięć mi zapadł gość, który dmuchając w róg ryczał niczym jeleń na rykowisku :) Drugim istotnym elementem była obecność niedoszłego Prezydenta RP-Krzysztofa Kononowicza, który zajął miejsce w gnieździe i rozśmieszał Żyletę swoimi teoriami. Ciekawym elementem tego meczu była również pompowana lala przebrana za tego, co stadiony zamyka oraz żywy transparent złożony z ludzi ubranych w koszulki z hasłem. Osobiście moje odczucie jest takie: było wesoło, ale to nie po to jeździmy na Legię. Czekamy na powrót normalności na polskich stadionach i ruszamy z dopingiem!



_________________

25.05.11
Sęp Żelechów 4-6 Mazovia Mińsk Mazowiecki


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Odpuszczamy wyjazd do Łochowa. Jedziemy w 6 do Żelechowa na mecz Mazy. Z Mińska jedna osoba. Kilkakrotnie zaznaczamy swoją obecność. Również miejscowi pod wpływem sporych emocji piłkarskich w drugiej połowie się uaktywniają i w jakieś 15 osób całkiem dobrze dopingują.

_________________

28.05.11
Hutnik Huta Czechy 0-1 Victoria Kałuszyn


Relacjonuje fanatic (Hutnik):
Gdyby nie pewne odgórne ustalenia w postaci układu warszawskiego ten mecz zapewne zelektryzowałby każdego fanatyka Hutnika czy Victorii, a tak ciśnienie było wiele mniejsze.... Już na kilka godzin przed meczem widać na ulicach pojedynczych fanów Hutnika mających zamiar pokazać się z jak najlepszej strony. Na tym spotkaniu wspomagają nas przyjaciele z Wilgi i z Mińska (po 10 osób z jednej i drugiej strony), samych fanów HHC 20-25 osób. Czekając na wszystkich w jednym z miejsc widzimy co nas może czekać na stadionie, gdyż przejeżdża obok nas kilka radiowozów i suk. Kierujemy się na stadion, podczas drogi już testujemy swoje gardło i odpalamy petardy hukowe. Pierwszy raz w naszej historii doping był zarzucany przy pomocy megafonu co dużo dało, nie obyło się bez trzepania na wejściu, kamerki i zdjęć. Goście meldują się w kilkanaście osób, są bez barw z w miarę dobrym dopingiem. Oprócz nich jeszcze około 30-40 osób z Kałuszyna. Na początku spotkania leci od nas kilka petard hukowych i rozpoczynamy normalny doping przeplatany hasłami antykomunistycznymi i antyrządowymi, kilka razy ładnie udało nam się ryknąć. Mając w zamiarze pobawić się pirotechniką opuszczamy trybuny w przerwie meczu, co jednak nie okazało się takie proste. Na wyjściu zostajemy zatrzymani przez mundurowych, zaczynają lecieć mandaty, niektórzy otrzymali ich nawet po dwa! Po tej całej pokazówce kiedy wszyscy już jesteśmy puszczeni udajemy się na boisko boczne skąd nadal prowadzimy doping. Z racji tego, że jesteśmy otoczeni z każdej strony przez niebieskich rezygnujemy z piro. Po końcowym gwizdku czekamy na piłkarzy, aby podziękować im za walkę, oni jednak nie mieli ochoty dziękować nam za wsparcie, dlatego też podbiega ich do nas trzech czy czterech co na pewno zostanie zapamiętane. Po tym wszystkim lecimy całą ekipą na GOK gdzie odpalamy pirotechnikę i głośno oznajmiamy, że "OLE, TO MY KIBOLE!’’ ;) Ogromne podziękowania z naszej strony kierujemy dla Amura i Mazovii za wsparcie.



_________________

29.05.11
Legia Warszawa 4-0 Polonia Bytom


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
9 osób z Wilgi (w tym 3 debiutujące na Żylecie) + jeden Hutnik obecnych na spotkaniu z Polonią. Ogólem na trybunach zasiadło 15625 fanów Legii z czego 1000! stanowiły dzieci z warszawaskich szkół, które zasiadły tak jak na meczu z Wisłą w sektorze gości. W gnieździe do 75 minuty zakorzeniła się dmuchana palma, a w powietrzy ponownie fruwały plażowe piłki itp. Ostatni kwadrans to bardzo dobry doping ze strony Żylety oraz transparen z podziękowaniami dla trenera Skorży. Na koniec fani świętując zdobycie PP, nawoływali piłkarzy do podejścia pod najgorętszą trybunę w Polsce, ale na nic się to zdało. Tym samy sezon kończymy głośnym "Legia to my".



_________________

04.06.11
Tygrys Huta Mińska 2-1 Hutnik Huta Czechy


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Do Huty Mińskiej przyjeżdżamy w 8 osób. Jest z nami też 5 głów z Mińska. Zasiadamy na skraju ławeczek, mecz mija nam na rozmowach. W drugiej połowie zjawia się jeszcze młoda Mazovia w ok 10 osób, ale siadają w innym miejscu. Nasi kopacze niestety przegrywają po momentami dobrych fragmentach gry. Niestety tym samym mocno zbliżyliśmy się do wizji spadku. Najprawdopodobniej w przyszłym sezonie przyjdzie nam pojeździć po A-klasowych miejscowościach typu Miedzna, Jabłonna, Jartypory czy Cegłów. W dalszym ciągu dnia towarzyszy nam jedna smutna pieśń...

_________________

05.06.11
WKS Puznów 5-3 Amur Wilga


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Początkowo planowaliśmy jechać tego dnia z Mazovią na mecz derbowy do Kałuszyna. Niestety z pewnego względu odpuszczamy to spotkanie. Jedziemy natomiast do Puznowa gdzie grał Amur Wilga. Mecz kończy się wynikiem 5-3 dla WKS-u, a my pełen piknik w żarze lejącym się z nieba. Od nas 10 osób, z Wilgi jedna, ale z braku składu przyodziewa koszulkę klubową i reprezentuje Amur na boisku.

_________________

12.06.11
Hutnik Huta Czechy 0-0 Zorza Sterdyń


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Nie przygotowujemy sie specjalnie do tego spotkania choć w wąskim kręgu mamy małe plany. Spontanicznie ogarniamy się w 20 osób (Mazovia 5-dzięki) i zamierzamy dopingować w drugiej połowie. W przerwie meczu na płot wieszamy "nową flagę". Na początku drugiej odsłony spotkania wyciągamy nad głowy sektorówkę z datą klubu w asyście rac i petard hukowych. Wszelkie piro odpalamy za płotem w obawie o kary dla klubu. Prezentacja czekała na debiut już od zimy. Fundusze na kupno sektorówki i nowej flagi uzyskaliśmy ze sprzedaży koszulek i szalików na Legię. Dopingujemy...nikomu nie ujmując, ale raczej słabo. Piłkarze mimo zbliżającej się nieustanie A-klasy mogli liczyć na wsparcie okrzykami "Jesteśmy z Wami" itp. Dostało się trochę temu co stadiony zamyka i innym czerwoniakom. Po meczu nie przejmując się za mocno spadkiem do niższej ligi śpiewamy jeszcze co nie co na Hucie. Tym oto sposobem żegnamy się z okręgówką starając sie zostawić po sobie jak najlepsze wrażenie.
"Bójcie się chamy my do A-klasy wracamy" ;)

PS-Zdjęcia możemy oglądać dzięki pomocy naszej dobrej koleżanki. Pozdr M.



_________________

25.06.11
II Turniej Kibiców w Radzyminie


Relacjonuje polnigga (Hutnik):
Zaproszenie na II Turniej Kibiców w Radzyminie dostajemy na kilka tygodni wcześniej. Bez dłuższego namysłu decydujemy się ponownie powalczyć o jak najwyższe miejsca z fanatykami z innych warszawskich i podwarszawskich klubów. Dnia 25.06. 2011 zbieramy się w 14osobowym składzie. W dwóch grupach ruszamy w kierunku Radzymina. Starsza część ekipy z pomocą kolegi (dzięki L.) dociera do miejsca docelowego busem już na 40 minut przed rozpoczęciem turnieju, którego start wyznaczono na 9.00. Na miejscu zastajemy organizatora całego zamieszania, Sz. z Mazura Radzymin oraz kilka osób z KS Piaseczno. Zostawiamy toboły w budynku klubowym i ruszamy zjeść śniadanie w postaci wiecznie smacznych i dobrych na każdą okazję parówek z bułkami. Zostawiamy trochę vlepek na mieście i powoli zaczynami przyodziewać standardowe stroje na turnieje kibicowskie. Z tego miejsca podziękowania dla Prezesa i reszty Zarządu za wypożyczenie sprzętu. Międzyczasie dociera młodzieżowa część naszej ekipy, która podróżowała autokarem rejsowym. Kilka drużyn (m.in. Pogoń Siedlce) nie dojechało na turniej. By zachować równowagę decydujemy się wystawić dwa składy. Podchodząc do losowania wraz z kapitanami pozostałych ekip ustaliliśmy dwie grupy. Wyglądały one następująco:

GR I
Mazur Radzymin (Starsza ekipa)
Olimpia Warszawa
Dolcan Ząbki
Hutnik Huta Czechy (Młoda Wiara)
Świt Nowy Dwór Mazowiecki
OKS Otwock (młoda ekipa)

GR II
KS Piaseczno
Narew Ostrołęka
Mazur Radzymin (Młoda ekipa)
Hutnik Huta Czechy (UH ’06)
Józefovia (Młoda ekipa, głównie OKS)
GKP Targówek

Mecze były dość wyrównane. Starsza brygada z Huty Czechy, której byłem reprezentantem na start pokonała KS Piaseczno 1-0, później dwa mecze zremisowaliśmy z Narwią Ostrołęka i GKP, a następnie zaliczyliśmy dwie porażki i o wyjściu z grupy nie było mowy. Spory wpływ na taki przebieg wydarzeń miało oczywiście palące słońce z dodatkiem napojów mniej lub więcej procentowych. Sama gra w piłkę miała charakter dobrej zabawy i do wyników raczej nikt większej wagi nie przywiązywał. Lepiej natomiast pokazała się nasza młodzież, która tego dnia postawiła przede wszystkim na sport i pokazała charakter ostatecznie zdobywając III miejsce w turnieju oraz pamiątkowy puchar. Wyniki Młodej Wiary z HHC to:

OKS 0-3 HHC,
Mazur 0-1 HHC,
HHC 0-2 Świt,
HHC 3-2 Dolcan,
HHC 2-0 Olimpia.

W półfinale przegrywamy 1-0 z Młodym Mazurem, a w meczu o podium wygrywamy z chłopakami ze starszej ekipy Mazura 3:2.
Po rozgrywkach oficjalnych Olimpia Warszawa zagrała jeszcze zgodowy pojedynek z Dolcanem Ząbki, który przerwali chuligani z młyna obu ekip ;) Następnie odbyło się rozdanie pucharów oraz wspólna degustacja przy smakołykach z grilla i płynach dowożonych z pobliskiego Tesco. Młodzież z HHC zawija się na MPKa do stolicy, a starsza część ekipy w oczekiwaniu na busa w pełni oddaje się integracji.

Podium wygląda następująco:
1. GKP Targówek
2. Mazur Radzymin (Młodzi)
3. Hutnik Huta Czechy (Młoda Wiara)
Nagrodę dla najlepszego bramkarza zdobył fan GKP.

Podsumowując: udało nam się spędzić kolejny bardzo udany dzień reprezentując przy tym nasz Hutnik. Turniejowi towarzyszyła całkiem fajna atmosfera, kilkukrotnie wszystkie ekipy wspólnie dawały znać, co myślą o obecnej oraz byłej władzy w Polsce (choć ma się wrażenie, że ona niewiele się rożni), klubie z Konwiktorskiej 6 oraz pozdrawiały najlepszy polski klub – Legię Warszawa. Za sprawą kibiców Olimpii i Dolcanu zainicjowana została również fala, która obiegła niemal cały stadion ;)

Serdeczne podziękowania i pozdrowienia dla organizatorów, a szczególnie dla Sz. z Radzymina, który włożył ogrom pracy w organizację, oraz dla I. i K. nowopoznanych kolegów ze Świtu NDM. Do zobaczenia kiedyś na szlaku! Z kibicowski pozdrowieniem, N.

PS- Zdobyty puchar dedykujemy naszemu koledze ŚP Mikołajowi Kowalczykowi!



_________________


Komentarze
Brak komentarzy.

Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.

Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 100% [10 Głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 100% [10 Głosów]
Dobre Dobre 100% [10 Głosów]
Przeciętne Przeciętne 100% [10 Głosów]
Słabe Słabe 100% [10 Głosów]

Do galerii
Gramy...
LO - Przerwa zimowa
Tabela LO
1.Pogoń II Siedlce37
2.Wektra Zbuczyn35
3.Fenix Siennica33
4.ULKS Gołąbek23
5.Zryw Sobolew23
6.MKS Małkinia23
7.ŁDK Łosice23
8.Hutnik Huta Czechy19
9.Jabłonianka Jabłonna Lacka18
10.Orzeł Unin18
11.Podlasie II Sokołów Podlaski18
12.Jastrząb Żeliszew16
13.Sęp Żelechów16
14.Czarni Węgrów12
15.Promnik Gończyce9
16.Kolektyw Oleśnica6
Strzelcy LO
Sezon 23/24

Bartłomiej Jedynak 3
Marcin Jedynak 2
Kacper Zalewski 2
Jakub Piecek 2
Mikołaj Majsterek 2
Wojciech Jonczak 2
Arkadiusz Zalewski 2
Daniel Mlądzki 1
Przemek Grudniak 1
Łukasz Kowalski 1
Filip Gawinek 1
Bartosz Michalczyk 1
Kacper Kowalczyk 1
Bartek Jeleń 1